Liwiusz pisze:
> Calej dyskusji o oplacalnosci lub nie leczenia nie mozna prowadzic,
> nie wspominajac o tym, ze ceny (lekow, operacji, wizyt u lekarza) w
> ogole nie sa rynkowe, a tym samym uzywanie wielkosci tych cen jako
> argumentu jest bezcelowe.
Gdzie nie sa? W USA nie sa rynkowe? To jakie sa?
Rozumiem, ze piszesz o Polsce... OK. To zalozmy i idxmy dalej:
> Co to znaczy, ze jakis lek kosztuje 10 000zl? Niewiele to znaczy.
> Zazwyczaj tylko tyle, ze urzednik wzial spora lapowke i zgodzil sie
> doplacac do kazdego leku 9000zl. Gdyby sie zgodzil doplacac 20 000zl, to
> lek kosztowalby 21 000zl.
Nieprawda. Leczylem sie lekami, ktore zupelnie dotowane nie sa i
placilem 100% i tez nie byly tanie. Jest mnostwo lekow, ktore nie sa
dotowane wcale, a jednak sa drogie jak cholera.
Wystarczy sobie uswiadomic, jak powstaje lek i nie ma wyjscia, zeby byl
tani, chyba ze to aspiryna czy witaminka C++. One sie juz zwrocily.
> Czasem firmy maja wylacznosc na sprzedaz danego leku, i slusznie,
> przez pewien czas powinny moc czerpac wylaczny zysk ze swego wynalazku.
> Jednak po tym okresie cena leku to zazwyczaj jest koszt jego produkcji.
> Troche wysrubowany, z uwagi na ostre normy sanitarne i mniejsza
> konkurencyjnosc firm farmaceutycznych (w porownaniu z konkurencyjnoscia
> w innych branzach), ale nie nieosiagalny dla przecietnego czlowieka.
Tylko co robic przez okres ochronny? Mam znajoma z SM. Koszmarna
choroba. Obecnie bierze udzial w testach jakiegos leku, dzieki temu ma
za darmo ,,leczenie'', ale i ryzyko niesprawdzonego specyfiku. Sek w
tym, ze sprawdzone kosztuje 10 tysiecy miesiecznie.
> Sprawa druga: koszty operacji. Mozemy co prawda w Polsce zoperowac sie
> odplatnie, ale ceny te nie mowia nam wiele o realnej cenie takich
> zabiegow. Po prostu nie ma popytu (i podazy) na operacje w sredniej
> cenie. Sa operacje drogie, na ktore stac bogatych, oraz operacje
> darmowe, refundowane przez NFZ, z ktorych korzystaja ubezpieczeni,
> oczywiscie jesli doczekaja nieraz kilkuletnia kolejke.
Ale operacja to nie samochod. ,,Hm... Nie stac mnie na nowotwora, to se
wytne kurzajke''
> Nie mozna mowic, ze po bankructwie panstwowej sluzby zdrowia (oby jak
> najszybciej), beda placic za operacje tyle, ile teraz placi za nie NFZ,
> albo w prywatnych szpitalach.
Pewnie nie. Owszem, rynek te ceny zmniejszy, ale nadal pozostanie Ci
powiedzmy 41% spoleczenstwa, ktore zdechnie, bo sobie na to nie bedzie
moglo pozwolic.
> Rowniez wtedy, gdyby panstwo placilo
> kazdemu za chleb, na rynku bylyby tylko drogie platne chleby (po co
> kupowac tani, skoro jest za darmo), co nie znaczy, ze po zaprzestaniu
> kupowania chleba przez panstwo, chleb bylby wylacznie drogi.
Tylko chleb produkowac moze kazdy u siebie w domu. A operacje dlugopisem
to sie tylko w filmach zdarzaja.
> Znam pewna osobe, ktora chodzila do szpitala na rehabilitacje, kilka
> godzin dziennie. Spokojnie mogla dojezdzac na nie z domu, ale trzeba
> bylo zostac w szpitalu przez te 2 tygodnie. Pacjent siedzi niepotrzebnie
> w szpitalu, szpital dostaje wiecej pieniedzy z NFZ, tylko ze nie ma to
> nic wspolnego z dobrym gospodarowaniem, a "cena" takiej rehabilitacji
> brana od NFZ zapewne nie ma nic wspolnego z cena, ktora by sie
> uksztaltowala na wolnym rynku.
No wiec trzeba takie bledy korygowac. A nie caly system wywalac.
> We wczorajszych faktach mowili, ze gdzies w Krakowie do endokrynologa
> zapisy sa na 2011r. Przewiduje rychly upadek tego jednego z ostatnich
> reliktow PRL.
Pewnie tak, bo spoleczenstwo niestety dazy silnie do samozaglady.
--
Przemyslaw Adam Smiejek